Dlaczego mojemu dziecku nie wprowadzono alternatywnej komunikacji? — 5 najbardziej prawdopodobnych przyczyn

Dlaczego mojemu dziecku nie wprowadzono alternatywnej komunikacji? — 5 najbardziej prawdopodobnych przyczyn

nie-mowic

1. Lenistwo

Tak, pani się po prostu nie chciało czytać (a nie słyszeliście, że nauczycieli nie stać na książki?), dowiadywać, pojechać na jakiś kurs. Jeszcze by trzeba było potem z tym dzieckiem rozmawiać. Dopominałoby się o uwagę. Pani jest dobrze tak, jak jest. Co się będzie dziecka pytać, czy ono woli kanapkę z szynką czy z serem. E, jakieś głupoty. Nauczy się mówić, to powie. I taka pani znajdzie tysiące powodów, dla których nie warto wprowadzać AAC. Powie, że mowę zablokuje, że niepraktyczne, że ona nie ma warunków, że to nie dla niego. I czy ta pani będzie dalej pracować? A jakże, do emerytury!

2. Nieogarnięcie

Urządzeń i sposobów komunikacji wymyślono naprawdę wiele. Oferta firm, specjalizujących się w ułatwianiu komunikacji, jest bogata. Każdemu dziecku da się dopasować system, odpowiadający jego potrzebom i uwzględniający ograniczenia. Dla chcącego nie ma rzeczy niemożliwych. Wiele rozwiązań wymaga jednak kontaktu z techniką, a przyznajcie — lepiej radzą sobie z nią uczniowie niż co niektórzy nauczyciele. Test na wykrycie nieogarniętego nauczyciela? To taki, który pisze dokumenty ręcznie, zamiast kolekcjonować pliki — zbiera ręcznie pisane materiały, adres mejlowy podaje z hasłem, a adresy stron internetowych wpisuje do wyszukiwarki. Dzisiejsze dwulatki umieją obsługiwać proste aplikacje, tymczasem te dedykowane niemówiącym dzieciom, sprawiają trudność w obsłudze wielu czterdziestolatkom. I przyczyna nie tkwi po stronie owych aplikacji. Bynajmniej!

3. Brak współpracy

Wdrażanie systemu komunikacji wymaga współpracy wielu osób. Jeżeli potrzebę jego wprowadzenia dostrzega tylko jedna osoba, staje na przegranej pozycji. Może gadać, przekonywać, powoływać się na uczucia, badania, a i tak w pojedynkę świata nie zbawi.

4. Zbyt duża dyrektywność

Nauczyciel zbyt dyrektywny — taki, który wydaje polecenia, każe, stawia do pionu, pracuje zgodnie ze swoją wizją tego, co dziecko powinno myśleć, czuć i robić — nie będzie widział potrzeby pytania dziecka o zdanie. Możliwość wyboru jest podstawą nauki alternatywnej komunikacji. Jeśli nauczyciela nie interesują potrzeby dziecka, nie będzie też zainteresowany dążeniem do ich odkrycia. Ewentualnie — pokaże mu obrazek „siku” (co byś mi tu tego pięknego dywanu nie osikał), „kupa” (fuj, fuj!), „przepraszam” (przyda ci się, bo ty wszystko robisz źle), „dziękuję” (doceń mą dobroć). Ino nie tędy droga.

5. Brak czasu

Ja wiem, że trenerzy rozwoju osobistego powiedzą zaraz, że nie ma czegoś takiego jak brak czasu. Myślę jednak, że wewnętrzne problemy organizacyjne placówek, zbyt duża liczba pacjentów i mnóstwo dokumentacji na tyle utrudniają skupienie się na indywidualnych potrzebach konkretnych dzieci, że — wcale nie z braku chęci — wdrażanie AAC bywa znacznie odroczone. Przygotowywanie materiałów jest naprawdę czasochłonne, nie mniej czasu i energii poświęcić trzeba na zaplanowanie strategii. Wielu nauczycieli i terapeutów nie ogarnia natłoku obowiązków.

 A na koniec: ku refleksji!

niemowiace-dziecko

SIMILAR ARTICLES

7 KOMENTARZY

  1. Witam,

    od lat jestem pedagogiem specjalnym oraz logopedą. Wprowadzałam i wprowadzam AAC i zamierzam robić to nadal.
    Komunikacja alternatywna ważną rzeczą jest. Bardzo.
    Jednak nie podoba mi się ten artykuł. Bardzo.
    Wynika z niego, iż wszystkie osoby, które nie wprowadzają AAC to lenie, nieogarnięte nieroby, do tego osoby narzucające zdanie. Na pewno zdarzają się i takie, jednak jak można tak uogólniać?

    Wie Pani.. mam teraz w klasie ucznia, który od lat jest w placówce specjalnej. Autyzm plus niepełnosprawność intelektualna w stopniu podobno umiarkowanym, najprawdopodobniej jednak znacznym, bądź też głębokim (niestety diagnoza ‚zrobiona’ pod rodziców, którym na rękę jest, aby pozostać w szkole, a nie szukać innej placówki).
    Chłopiec, a raczej młody mężczyzna nie jest w stanie pojąć komunikacji alternatywnej pomimo wielu prób wielu osób. Pracowano z nim na desygnatach, zdjęciach, PCS-ach, piktogramach, symbolach Makatonu… powiedzmy, że rozumie podstawowe desygnaty, kiedy mu się je pokaże, sam jednak nie wskazuje. Za głębokie upośledzenie, za duży upór, za duże zaburzenia zachowania.
    Będę nadal próbować pracować nad wzbudzaniem u niego intencji komunikacyjnej, jednak niestety wiem już, jak trudne to będzie.
    Jego rodzice wielokrotnie narzekali na terapeutów, m.in. sami domagali się wprowadzania zdjęć, po czym nie przynosili ich. Domagali się książki do komunikacji, niestety kompletnie nie współpracują (od miesiąca przynoszą obiecane 2 desygnaty niezbędne do wprowadzania komunikacji w domu).
    Mogłabym tak wymieniać i wymieniać..

    Jako terapeuta chcący pracować dobrze sama opłacam kursy, niejednokrotnie po kilkaset złotych, sama kupuję płyty do komunikacji. Sama tworzę symbole, drukuję na swojej drukarce, laminuję swoją laminarką używając swojej folii, spędzam długie godziny na przygotowywaniu książek do komunikacji, ciągów czynności do zajęć etc. Pracuję w państwowej szkole specjalnej, gdzie teoretycznie powinny być udostępnione materiały do pracy. Niestety jesteśmy placówką dość biedną, więc staram się sama łatać to, co mogę.
    Stwierdzam jednak, że nie każdemu da się wprowadzić komunikację. Czasami uczeń niestety pozostaje na poziomie rozumienia konkretu, pomimo prób wprowadzania symboli.

    Po tym ‚artykule’ nasuwa mi się wizja Pani jako osoby nieomylnej, wszechwiedzącej, terapeuty nad terapeutami. Przynajmniej za taką osobę chciałaby Pani się uważać.
    Pani świadomie ‚robi złą robotę’ pozostałym terapeutom, prawda? Oczernia Pani wszystkich terapeutów po to, aby postawić się w najwspanialszym świetle. Tak to odbieram.
    Moim skromnym zdaniem przykre to, smutne, ale i głupie, ponieważ na dłuższą metę takie zachowania obracają się przeciwko wszystkim terapeutom, również Pani. To tworzenie konfliktu pomiędzy terapeutami a rodzicami, stawianie murów, barier.

    Bardzo więc proszę następnym razem zastanowić się przed napisaniem ‚artykułu’, ponieważ jest Pani niesprawiedliwa i krzywdząca.

    Z poważaniem,
    pedagog specjalny

    • Rozumiem, że czuje się Pani urażona moim postem. Widać, że temat AAC jest dla Pani ważny. Nie pretenduję do roli nieomylnego terapeuty i nie było moim zamysłem oczernić konkretne osoby, a jedynie skategoryzować i opisać najbardziej rzucające się w oczy (czytaj: nie wszystkie) postawy (!). Jako osoba zaangażowana w swoją pracę ma Pani prawo czuć się oburzona. Ja mam prawo wyrazić swoją opinię. Uważam, że powinno się o takich kwestiach pisać, bo — mimo wszystko — wierzę, że więcej wydarzyć się może dobrego dzięki temu niż zaszkodzić czyjejś opinii, ewentualnie wizerunkowi całego grona pedagogów (o ile temu wizerunkowi może jeszcze coś zaszkodzić – ot takie tam moje niezrozumiałe poczucie humoru:-P).
      Wcale nie uważam, by poziom poznawczy wszystkich dzieci pozwalał na wprowadzenie im AAC. Uważam natomiast, że jest wiele takich, które mogłyby ‚gadać’, ale się im tego nie umożliwia. I to tych mi szkoda.

      Cieszę się, że zabrała Pani głos w sprawie i liczę na dalszą aktywność na Brzęczychrząszczu. Pozdrawiam serdecznie.

  2. Przeczytałam świetny artykuł i przeczytałam komentarz pani Pedagog Specjalny. I sądzę, że zaszło nieporozumienie. Podaje Pani w swoim komentarzu wiele prób wprowadzenia AAC, wiele swojego zaangażowania w to, żeby dziecko mogło się porozumiewać. Chłopiec nie został zostawiony sam sobie, bez szansy na komunikację. To, że jej nie podjął, to inna sprawa. Może być wiele powodów. Ale artykuł nie jest o Pani. Ja tak to rozumem, że jest o tych, którzy dziecku takiej szansy nie dają. Pani daje. Życzę powodzenia, wytrwałości i może gdzieś w końcu coś się dla chłopca znajdzie. Oby każde dziecko miało nauczyciela takiego jak Pani, a nie ja ci opisani w blogu. Bo jest ich niestety trochę za dużo. Absolutnie nie powinna się Pani z nimi identyfikować. Pozdrawiam obydwie Panie – autorkę i nauczyciela.

  3. A ja jestem świeżutko po wykładzie o AAC. Jestem tak podekscytowana, że chciałbym zacząć tu i teraz. I zacznę, to tylko kwestia czasu ;)!

Skomentuj