„Pozwalają góry przenosić albo ranią, pozostawiając blizny” — wywiad z psychologiem na temat mocy słów

„Pozwalają góry przenosić albo ranią, pozostawiając blizny” — wywiad z psychologiem na temat mocy słów

0 5505

komunikacja2

Jaki wpływ na rozwój psychiczny dziecka ma dobór słów przez rodzica? Czy konstrukcja zdań ma znaczenie? W jakich sytuacjach zachowania słowne stają się rodzajem przemocy? O mocy słów rozmawiałam z Mariolą Piróg, psychologiem.

Patrycja Bilińska: Słowa mają moc. Nie jest to tylko oderwana od życia metafora, ale zasada rządząca naszymi zachowaniami. Jak dobór słów przez rodzica wpływa na rozwój psychiczny dziecka?

Mariola Piróg: Zgadza się. Słowa mają moc to znaczy —  albo pozwalają góry przenosić, albo ranią, pozostawiając blizny. Wiedzę o sobie samym oraz otoczeniu czerpie dziecko w głównej mierze z komunikatów, jakie słyszy od rodziców i innych osób znaczących.  To dorośli stanowią dla niego tak zwane lustro społeczne, więc  głównie od nich zależy rozwój osobowości młodego człowieka.

 Już przed urodzeniem dziecko może być postrzegane jako partner w „rozmowie”. Mam tu na myśli rozmowy rodziców z nienarodzonym jeszcze dzieckiem (także te w myślach), budowanie wyobrażeń oraz uczenie się znaczenia jego ruchów. Tak więc od samego początku dla prawidłowego rozwoju dziecka ogromne znaczenie mają pozytywne komunikaty kierowane do dziecka typu  „Kocham Cię”, „Dasz radę”, „Wierzę w Ciebie”. Budują one w dziecku poczucie własnej wartości oraz świadomość, że są kochane i wspierane. Jednym słowem, dają dziecku moc do podejmowania nowych wyzwań i pokonywania trudności.

Rodzice, którzy nie są nastawieni na dialog z dzieckiem, a jedynie na „wypełnianie roli rodzica” w swoich wypowiedziach najczęściej skupiają się na nadzorowaniu, ocenianiu i wydawaniu poleceń. Dziecko, które ciągle słyszy od osób znaczących, że jest niegrzeczne, nieporadne i nie da sobie rady w jakichś dziedzinach, przyjmuje to za pewnik. Takie określenia stają się częścią jego wyobrażenia o sobie samym i zaniżają poczucie własnej wartości. W konsekwencji ten młody człowiek staje się nieśmiały, wycofany w relacjach z innymi, nie wierzy, że ktoś go może autentycznie polubić. Mniejsza ciekawość otaczającego świata przekłada się również, niestety, na gorszy rozwój poznawczy.

Ogólnie można powiedzieć, że wypowiedzi rodziców (i innych dorosłych osób znaczących) mogą wspierać prawidłowy rozwój dziecka we wszystkich sferach albo go zaburzać.

 PB: Czy równie ważna jak słownictwo jest konstrukcja zdań?

MP: Sam sposób konstrukcji zdań może mieć znaczenie dla jakości komunikacji. Mam tu na myśli głównie stosowanie komunikatów typu „ja”, zamiast oceniania bezpośrednio dziecka – na przykład „(Ja) chciałabym, żebyś przestał biegać i usiadł przy stole” zamiast ogólnego zwrotu „Jesteś niegrzeczny”. Zwłaszcza, że dziecięca potrzeba ruchu jest rzeczą naturalną, a nie wynikiem chęci zrobienia na złość rodzicom.

Warto zwrócić także uwagę, że skuteczniejsze od „Nie biegaj” jest zdanie „Przestań biegać”, a od „Nie upuść szklanki” jest „Trzymaj szklankę”. Dzieję się tak dlatego, że umysł ludzki na poziomie nieświadomym nie rejestruje zaprzeczeń. Zatem mówienie dziecku, żeby czegoś nie robiło najczęściej przynosi odwrotny efekt. W drugim przypadku otrzymuje ono precyzyjny komunikat, co zwiększa prawdopodobieństwo, że zastosuje się do poleceń rodzica.

Z kolei słowo „spróbuj”, wbrew pozorom, zamiast zachęcić do działania i dawać wsparcie — programuje porażkę. Lepszy rezultat da więc zdanie „Posprzątaj swój pokój przed kolacją” niż „Spróbuj posprzątać swój pokój przed kolacją”.

Innym przykładem tego jak sposób konstrukcji zdań wpływa na odbiór przekazu słownego przez dziecko jest stosowanie implikacji „ale”. W zdaniu spójnik ten sprawia, że pierwsza część zostaje niejako unieważniona. To znaczy, że ze zdania rodzica „Twój rysunek jest bardzo ładny, ale użyłaś w nim mało kolorów” dziecko odbierze głównie informację, że z jego rysunkiem jest coś nie tak. Natomiast, kiedy usłyszy od rodzica „Twój rysunek jest bardzo ładny, pomimo że użyłaś w nim mało kolorów” skupi się przede wszystkim na pierwszej części zdania i będzie mogło poczuć  się dumne.

 PB:  Jakie inne czynniki mają znaczenie w komunikacji rodziców z dziećmi?

MP: Równie ważny jak samo słownictwo i sposób konstrukcji zdań (przekaz werbalny) jest przekaz niewerbalny, czyli to co rodzic komunikuje przez swoją mimikę, napięcie twarzy, ton głosu, czy określone gesty. Znaczenie ma tu przede wszystkim spójność tego, co rodzic mówi z (nie zawsze świadomymi) zachowaniami w interakcji z dzieckiem. Już niemowlęta są w stanie „odczytać” nastrój rodzica i adekwatnie na niego zareagować. Warto pamiętać, że dziecko szybko uczy się, które zachowania czy gesty rodzica oznaczają tak naprawdę dezaprobatę, choć z jego wypowiedzi wynika, że zgadza się na określone zachowanie oraz które gesty mówią o przyzwoleniu choć rodzic werbalnie zakazuje danego zachowania. Przykładowo, kiedy matka mówi: „Dobrze, zostaniemy jeszcze na placu zabaw” i wypowiada to zadnie ze zdenerwowaniem, bo ma jeszcze zakupy do zrobienia, sprzątanie itp., dziecko otrzymuje dwa sprzeczne ze sobą komunikaty. Sytuacja taka rodzi w dziecku dezorientację – z jednej strony chciałoby się jeszcze pobawić z kolegami,  z drugiej czuje, że matka jest już zła i chce wracać. Taka pozorna pobłażliwość i (często bardzo subtelne) oznaki braku akceptacji mogą nawet sprawić, że dziecko poczuje się niekochane, stanie się przygnębione, pojawi się uczucie niepewności, a w efekcie potrzeba sprawdzania prawdziwych uczuć rodziców. Jeśli takie sytuacje powtarzają się często i przez dłuższy okres czasu może u dziecka zrodzić się wątpliwość, czy jego rodzic jest szczery, uczciwy i godny zaufania – a to już rzutuje na cały rozwój psychospołeczny i emocjonalny dziecka.

PB: „Ale z ciebie fajtłapa! Nie rycz, nie bądź baba! Przecież nic się nie stało, a ty robisz z tego wielką tragedię!” Jak ocenisz taką wypowiedź rodzica do dziecka?

 Tak jak mówiłyśmy na początku naszej rozmowy: słowa potrafią też bardzo ranić i niszczyć psychikę młodego człowieka.  Może się zdarzyć, że rodzice nie mają złych intencji i chcą jedynie „odpowiednio” wychować swoje dziecko. Z własnego dzieciństwa wynieśli jednak określone wzorce zachowań, więc nie zdają sobie sprawy, jakie konsekwencje dla rozwoju niesie ze sobą pozornie błahe pocieszenie „Nie rycz, nic się nie stało”. W tym przypadku dziecko otrzymuje komunikat, że jego uczucia są nieważne i nieprawdziwe.  Jest to niestety wynik dawnego postrzegania wychowania polegającego na stawianiu wymagań i oczekiwaniu bezwzględnego posłuszeństwa. Myślę, że wielu z tych rodziców przy dobrych chęciach, odpowiedniej edukacji i uświadomieniu sobie pewnych mechanizmów rozwojowych byłaby w stanie popracować nad swoimi wypowiedziami tak, aby wspierały one dziecko w rozwoju, a nie go ograniczały.

Jednak, kiedy rodzic używa takich słów świadomie w stosunku do dziecka jest to nic innego jak forma przemocy psychicznej – równie dotkliwa jak fizyczna, jednak o wiele trudniejsza do wykrycia. Przemoc słowna odbiera dziecku godność, poczucie bezpieczeństwa i rodzi w nim negatywne wyobrażenie o sobie samym. Wmawianie dziecku, że jest fajtłapą sprawi w końcu, że przyjmie ono postawę zgodną z opiniami rodziców i wyrośnie na nieradzącego sobie zupełnie w życiu dorosłego. Tak zbudowany negatywny obraz siebie boli przez całe życie. Tacy rodzice przeważnie sami doświadczyli przemocy w dzieciństwie i zwyczajnie powielają schemat. Dobre rezultaty może przynieść tu terapia indywidualna bądź grupowa.

 PB: O czym więc powinni pamiętać rodzice?

Przede wszystkim o autentyczności w relacjach z własnym dzieckiem, zamiast grania roli „surowego” lub „pobłażliwego rodzica” i o budowaniu właściwego dialogu z nim od pierwszych jego chwil.

SIMILAR ARTICLES

0 3480

BRAK KOMENTARZY

Skomentuj