„Wstydź się, synku”, czyli niekoniecznie wychowawcze walory pomocy logopedycznych

„Wstydź się, synku”, czyli niekoniecznie wychowawcze walory pomocy logopedycznych

Krótki tekst „Niedźwiadek” miał w swym założeniu jakieś cele logopedyczne, których dopatrzeć się nie mogę, a które to zostały zapewne wyjaśnione w instrukcji. Książka nie była moja, skserowane zadanie znalazłam gdzieś pośród stosu tysiąca innych ćwiczeń. Podtekst wychowawczy na tyle mnie przeraził, że nie wykorzystałam zadania nigdy.

lakomczuszek

Niedźwiadek, z góry oceniony przez wszystkowiedzącego, subiektywnego narratora, przypisującego mu łakomstwo, „po kryjomu” (co jest w tej historii jednym z argumentów, przemawiających za koniecznością ukarania winnego) zjadł miód. I tu czytelnik powinien się oburzyć: Jak to? Najadł się bez zapytania o pozwolenie swojej matki? Głodny był, to zjadł. Ale żeby cały dzbanek? No i tu się zaczyna dyskusja wychowawcza. Przy założeniu, że miś powinien matkę zapytać, czy może zjeść, co już brzmi dziwnie, reakcja matki jest dowodem jej niekompetencji wychowawczej.
Jej wypowiedź: „Wstydź się, synku, nie bądź takim łakomczuchem”:
  • jest oceną jego osoby, a nie zachowania. To syna nazwała łakomczuchem, a teorie komunikacji kazałyby raczej powiedzieć, że to zachowanie jest złe, a nie osoba. Matka dopięła dziecku łatkę, zrobiła mu „wcisk”, który wpisze się w podświadomość, a potem będzie rodzajem przekonania, blokującym realizację celów życiowych. Teraz to pojechałam:-) Powiecie, że to nic takiego, ale sposób formułowania zdań w ten sposób może zrujnować dzieciom życie.
  • potępiła go, okazując niezadowolenie w wyraźny sposób. Dała mu w ten sposób dowód, że jej miłość jest warunkowa. Zachowujesz się dobrze, to cię kocham, źle – to wiadomo, wstydź się. Dobry rodzic kocha dziecko mimo wszystko i nawet, jeśli nie jest zadowolony z jego zachowania, powie to inaczej. Znany wszystkim podstawowy podział komunikatów, na „komunikaty ja” i „komunikaty ty” został tutaj zaburzony. Matka powinna powiedzieć, że to jej się nie podoba, że dziecko aż tyle zjadło i opisać swoje uczucia, a nie że ty to taki i owaki i najgorszy i że tylko krzyżem leżeć i żałować za grzechy.
Sposób budowania wypowiedzi przez rodziców przesądza o uczuciach dziecka. Gdyby matka powiedziała: „Miś zjadł cały dzbanek miodu”, opisując jedynie to, co widzi, osiągnęłaby lepszy skutek niż ten, jaki stał się wynikiem obrażenia dziecka. Jej wypowiedź naruszyła godność tego dziecka, wywołując u niego zapewne żal, poczucie niesprawiedliwości, złość, obniżenie poczucia własnej wartości (w końcu matka wyraziła niezadowolenie z powodu jego osoby, a nie tego co zrobił — zaatakowała osobę). Co dziecko zapamięta z takiej sytuacji? Negatywne uczucia do matki, a następnym razem znajdzie lepszą kryjówkę. Gdyby jednak matka jedynie opisała to, co widzi, bądź wyraziła się słowami, opisującymi jej uczucia, zyskałaby na autorytecie i jest szansa, że miś następnym razem zapytałby ją o zdanie.
Ponadto, matka swoim zachowaniem dała dziecku wzór radzenia sobie z podobnymi sytuacjami. Modelowanie takie sprawi, że owy miś w przyszłości jako szef firmy nie będzie umiał wyrazić konstruktywnej krytyki. Kto będzie winny wówczas jego draństwu?
Nikt nie jest idealnym rodzicem, i ja także takim nie jestem, ale jakaś refleksja na temat teorii komunikacji powinna się pojawić w głowach choćby pedagogów, tworzących takie pseudoedukacyjne pomoce.

SIMILAR ARTICLES

BRAK KOMENTARZY

Skomentuj